Witaj miły Gościu! Bardzo się cieszę, ze odwiedzasz mojego skromnego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Proszę podpisz się lub nawet zostaw adres e-mail do siebie :) Miłego oglądania!

czwartek, 13 lutego 2014

Różany zestaw

Witam wieczorową porą!
 
Jakiś czas temu, gdy zaczynałam moją przygodę z tradycyjnym decoupage i oglądałam różne prace w sieci, całkiem przypadkiem natknęłam się na metodę print room. I co? Zakochałam się z miejsca! Uwielbiam taką elegancką prostotę.
 
Owocem mojego zauroczenia jest zestawik - butelka na wino i ozdobna drewniana łyżka.
Oba elementy zostały pomalowane na biało już daaawno i stały na kuchennym parapecie czekając na pomysł na ich wykończenie.
 

Do ich ozdobienia wykorzystałam wydruki różane ze strony The Graphics Fairy. Polecam tę stronę - mnóstwo obrazkó w stylu vintage. Idealnie mój gust!
 


Transfer zabrał stosunkowo mało czasu, ale obawiałam się tego podmalowywania na czarno. Z racji tego, że poszłam w dość ambitny wzór z wieloma szczegółami, wydawało mi się, że spędzę nad tym kilka popołudni... A trwało to tyle co... mecz piłkarski :) Zaskakująco szybko! I przynajmniej spędziłam ten czas przyjemniej, niż wgapiając się w bandę facetów biegających za kawałkiem skóry ;)
 


Nawet łączenie motywów udało mi się zgrabnie zamaskować :)


Do tego powstała drewniana łopatka - bardziej z chęci wypróbowania spękacza na drewnie, niż z realizacji twórczego pragnienia ;)
Moja pierwsza przygoda ze spękaczam (tutaj) wyglądała... hmmm... niezachęcająco... Za to teraz aż piszczałam jak farba zaczęła pękać! :) Idealnie!


Róże o czywiście też od Graficznej Wróżki.

 
Jak podobają Wam się moje pierwsze próby print room? Będę wdzięczna za opinie :)
Życzę Wam miłego wieczorku.

wtorek, 28 stycznia 2014

Filiżanka XXL

Witam Was bardzo gorąco!
 
Ojojoj, ale mnie tu strasznie dawno nie było... Co prawda odwiedzałam Wasze blogi na bieżąco, w biegu, ale na wstawienie nowego posta nie było czasu :(
Początek roku dla kadrowych i księgowych to istny koszmar i niezmiennie co roku daje tak samo w kość... Praca zabierana do domu często nie pozwalała zająć się moim hobby, a nawet gdy miałam chwilkę czasu, to po prostu padałam na twarz.
 Szczerze mówiąc szał jeszcze się nie skończył, ale w ostatni weekend spięłam się i wreszcie skończyłam moje ostatnie zamówienie z zeszłego roku. Trzeba by je nazwać "zamówieniem z brodą", bo dostałam je chyba we wrześniu (ups!) z terminem wykonania na luty i tak jakoś mi zeszło...
 
Ale w końcu udało się i tak oto powstała najnowsza filiżanka XXL.
 
 
Róże z krepy włoskiej w dwóch kolorach - blado-różowym i ciemno-różowym.
 
 
 
 
Powiem Wam szczerze, że zakochałam się we włoskiej krepie - lepiej się z niej kręci różyczki, nie jest tak delikatna i daje ładniejsze efekty.
 
Teraz kilka zdjęć w bardziej naturalnych kolorach (ostatnio lubię się bawić różnymi opcjami w moim aparacie).
 
 
 
 
 
Delikatna ażurowa rączka dopełnia całości.
 
 
Z racji tego, że filiżanka jest naprawdę spora, to wstążka 25 mm wydała mi się zbyt delikatna, stąd wybór padł na podwójną kokardkę.
 
 
Z początku chciałam postawić na róże w kilku pastelowych kolorach, ale... wyszło jak zawsze i jestem zadowolona z efektu -dwa odcienie różu naprawdę ładnie się prezentują.
 
 
Dla tych, którzy wytrwali do końca, mała wzmianka pogodowa :)
Wszystkich nas ostatnio zmroziło, ale najpiękniej wyglądają drzewa i krzewy - jak zatopione w lodzie :) Podziwiając tą pracę Matki Natury omal nie zaliczyłam bliższego spotkania z chodnikiem ;)
Tak na wszelki wypadek postanowiłam więc mój zachwyt przenieść w domowe zacisze :)
 
 
 
 
 
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo gorąco.
 Obiecuję, że jak minie ten kadrowy szał, wezmę się do roboty do będę miała więcej do pokazania. Zresztą szykują się chyba nowe zamówienia :)
 

niedziela, 5 stycznia 2014

Ozdobne mydełko

Witam serdecznie!
 
Dzisiaj będzie krótko. Wczoraj zapowiadałam, że powstała kolejna praca z cyklu "mój pierwszy raz" ;) W sumie trochę eksperyment, bo bez profesjonalnych preparatów, ale efekt nadzwyczaj zadowalający!
Przedstawiam Wam moje pierwsze decoupage'owe mydełko :)
 
 
Mało pracy (poza wycinaniem motywu), a ozdobiony przedmiot nie dość że ładny, to jeszcze użyteczny. ;)
 
 
Z racji tego, że u nas w użyciu jest tylko mydło w płynie, różane mydełko trafiło do mamy :)
W sumie ładnie zapakowany nadaje się na śliczny mały dodatek do prezentów.
 
 
Życzę wszystkim miłego wieczoru, a jutro przyjemnego dodatkowego dnia wolnego :)

sobota, 4 stycznia 2014

Słoiczki decoupage

Witam w Nowym Roku!
 
Na początek chciałabym wszystkim życzyć wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku! Aby zdrowie dopisywało, inspiracje płynęły wartkim strumieniem, a doba wydłużała się według zapotrzebowania ;)
 
Teraz do rzeczy.
Decoupage jednak wciągnął mnie jak ruchome piaski :)
Chciałabym Wam dziś przedstawić dwa słoiczki użytkowe (po kawie), które "popełniłam" na przełomie roku. Zaczęłam podkładem i spękaczem w zeszłym, a skończyłam już w tym roku. Inspiracja? Potrzeba uporządkowania szafki, w której sporo miejsca zajmują nieforemne opakowania rodzynek i kukurydzy do prażenia.
 
Rodzynki już jutro zamieszkają tu:
 
 
Wykorzystałam papier do decoupage z winogronem, który dostałam w moim pierwszym wygranym candy. Z cyklu "pierwszy raz" oprócz papieru należy wymienić cieniowania akrylami - nie najpiękniejsze, bo nie  dysponuję jeszcze opóźniaczem (ale jeszcze przed zakończeniem pracy nad tym słoiczkiem preparat został zamówiony!).
 
 
Przykrywka została ozdobiona śliczną bordiurą z serwetki, pocieniowaną farbą akrylową, którą wykorzystałam też do pocieniowania góry.
 
 
 Pierwszy raz użyłam też spękacza, który dostałam pod choinkę. Dodatkowo zrobiłam zielono-fioletowe przetarcia, żeby całość pasowała kolorystycznie do frontu.
 
 
Słoiczek na kukurydzę  wyszedł może mniej zadowalająco, ale może dlatego, że osobiście nie przepadam za tą przekąską (delikatnie mówiąc).
 
 
Czego użyłam? Spękacz i  medium do transferu wydruków (bo brak mi odpowiednich serwetek/papieru). Czyli raczej wersja minimum...
 
 
Elementy transferowe pokolorowałam farbami akrylowymi. Żadna rewelacja, bo ręce tu i ówdzie drżały ;) Ale efekt dla mnie w miarę zadowalający.
 
 
Tak prezentują się oba słoiczki  razem.
 
 
Gdy piszę tego posta, schnie właśnie klej na kolejnej pracy, a zamówiona filiżanka XL z różami krepowymi jest w częściach pierwotnych, gotowa do malowania.
Tajemnicza schnąca praca (drobiazg) to mój kolejny "pierwszy raz" i myślę, że jutro pstryknę fotki - jak naładuję baterię w aparacie, bo miga mi od tygodnia ;)
 
Pozdrawiam wszystkich i witam nowych obserwatorów. Dziękuję też za wszystkie komentarze - są dla mnie najwspanialszą nagrodą :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Komplecik winogronowy

Witam!
 
Z serii "Mój pierwszy raz" przedstawiam mój pierwszy decoupage na szkle :)
Na pierwszy ogień poszła butelka po oliwie z oliwek. Wybrałam serwetkę w piękne winogrona (zresztą w moich zasobach nie było jeszcze specjalnego wyboru). I jak przykleiłam wzorek to się tak rozochociłam, że "popełniłam" również słoiczek. Tak z czystego entuzjazmu :)
 
Wiem, że daleko im do perfekcji, ale jak na pierwszy raz (i osobisty użytek) są OK.
 
 
Buteleczka posłuży mi jako ładniejsze opakowanie domowej roboty nalewki :) Ładniejsze, bo nalewka na razie rezyduje w słoiczku ;)
 
 
Oprócz ładnego wzorku butelczyna otrzymała też taki "babciny" czepeczek :) Nie wiem, czy był to najszczęśliwszy wybór, ale mnie się podoba. Szyjka oklejona muliną.
 
 
No i słoiczek. To na nim uczyłam się moich błędów :)
 
 
Został z marszu zagospodarowany - zamieszkały w nim moje pędzle, których kolekcja trochę się rozrosła (traktuję je jako zachętę na przyszłość). Zresztą jak tylko złapałam go w dłonie, zaraz wiedziałam, do czego mi posłuży.
 
 
I co sądzicie o moich pierwszych krokach? Zapraszam do komentowania (krytycznego również) :)
 
Pozdrawiam i życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku - by był co najmniej tak wspaniały, jak ten mijający!
Do zobaczenia w 2014 !!!

czwartek, 26 grudnia 2013

Rocznicowe serducho

Witajcie!
 
Tak oto zrobił nam się drugi dzień świąt, więc żeby wykorzystać pozostały czas wolny pokażę Wam, co przygotowałam dla mojego męża na naszą rocznicę ślubu. Rocznica piąta, więc drewniana - nie było łatwo wymyślić jakiś tematyczny prezent...
Ambitnie poszłam w decoupage. Dlaczego ambitnie? Bo nigdy wcześniej czegoś takiego nie robiłam. Bo robiłam w totalnej konspiracji i kątem gdzie się dało (u rodziców, w piwnicy...). Bo to moja pierwsza przygoda z transferem z wydruku. Duża presja, bo gdyby nie wyszło, zostałabym nie tylko bez prezentu, ale i bez pomysłu.
Efekt? Cóż, idealnie nie jest, ale najważniejsze chyba, że wykonane z sercem :)
 
 
Ozdobione tylko delikatną bawełnianą koronką dookoła oraz czerwoną kokardą.
 
 
 
Pozdrawiam i życzę spokojnego ostatniego dnia świąt!
 

środa, 25 grudnia 2013

Świąteczne prace

Witam świątecznie!
 
Jesteśmy na półmetku Świąt... Cudowne dni spod znaku braku budzika :)  Takie trochę leniwe, a przynajmniej wolniejsze.
Mam więc trochę czasu, by pokazać zaległe zdjęcia prac Bożonarodzeniowych. Pisałam Wam ostatnio, że jestem trochę do tyłu z publikowaniem, więc teraz szybciutko nadrobię. Z racji wspólnego tematu zamieszczę je w jednym poście.
 
Na pierwszy ogień choinka ze sznurka, którą wykonałam już... oooo... parę lat temu :) Na szczęście zrobiłam wtedy zdjęcie i teraz je cudownie odnalazłam :)
 
 
A teraz prace aktualne.
Znacie powiedzenie: "Szewc bez butów chodzi"? O mały włos byłoby ono bardzo prawdziwe dla mnie samej. Ale udało się - w przeddzień Wigilii ok. godziny 20 powstał wieniec świąteczny na drzwi. Godzinkę wcześniej powstał niemal identyczny dla mojej mamy. Cóż, tak już mam - najpierw dla innych, a dopiero na końcu dla siebie samej. Ale udało się i teraz oto takie coś wisi na naszych drzwiach wejściowych:
 
 
 
 
 
 A tu - hahaha - autoportret w bombce :)
 
 
I ostatnie prace :)
Po ostatnim zakupie magazynu "Twórcze Inspiracje" naszło mnie na wykonanie pokazanych tam bombek. Ambitnie... Osoby, które zakupiły to pismo, wiedzą, o czym mówię... Bombki z haftem koralikowym i ozdobione muliną.
Spędziłam nad dwoma bombkami cały weekend, a nie są one nawet zbyt duże. Do tego praca nad nimi okazała się sprawdzianem cierpliwości, nawet mój mąż trochę mnie żałował.
Z bombkami generalnie wiążą się ciekawe historie. Pierwsza bombeczka w samą Wigilię wybrała się do swojej nowej właścicielki. Niestety tak się spieszyłam, że dopiero po drodze przypomniało mi się, że nie pstryknęłam jej fotki! I co tu zrobić? Ano, improwizować :) Nadarzyło się drzewo, więc posłużyło mi za stojak i tło jednocześnie :) Sprzęt... hmmm niestety tylko telefon komórkowy.
Oto efekt:
 
 
 
Druga bombka doczekała się sesji domowej, bo jeszcze rezyduje u mnie :)
 
 
 
Tu w towarzystwie ślicznego szydełkowego aniołka, którego dostałam od mojej kuzynki. Koniecznie muszę się nauczyć szydełkowania, żeby też móc robić takie cudeńka :)
 
 
 
A oto czego nauczyłam się wykonując te bombeczki (oczywiście w trakcie):
1) wikol nie nadaje się do klejenia kanwy do styropianowej bombki
2) klej Kropelka dosłownie "wyżera" styropian" :)
Może komuś przydadzą się moje doświadczenia.
Ponadto dowiedziałam się jednej ważnej rzeczy - zdecydowanie NIE LUBIĘ tej techniki!!!
 
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i świątecznie :)