Witaj miły Gościu! Bardzo się cieszę, ze odwiedzasz mojego skromnego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Proszę podpisz się lub nawet zostaw adres e-mail do siebie :) Miłego oglądania!

wtorek, 12 września 2017

"Moje Małe Pasje" publicznie :)

Witajcie!
 
Spieszę do Was z mini-relacją :)
W ostatnią sobotę "Moje Małe Pasje" ponownie wyszły do ludzi na małym, lokalnym wydarzeniu. Imprezka udana, choć mój udział obył się bez większych sukcesów ;) Ale nie to jest najważniejsze - liczy się, że znowu odważyłam się wyjść publicznie z moimi pracami :)
 
 
Teraz staram się "pozbierać" po bardzo intensywnych przygotowaniach do tego "występu". To był bardzo pracowity czas - 1,5 miesiąca wytężonej pracy, "wyciskania" weny twórczej, zarwanych nocek, walki z własnym organizmem, pod koniec już lekko przegrywanej walki...  Ale dałam radę :)
 
 
 
 
 
Wprawne oko dojrzy na zdjęciach prace, które jeszcze nie były publikowane  - przyczyna jest prosta - brak czasu. Do ostatniego wieczora przed wystawą trwała praca i pakowanie.
 
Z tego miejsca chciałabym podziękować wszystkim, którzy we mnie wierzą i wspierają w mojej "artystycznej" pasji - Dziękuję Wam, bez Was to nie miałoby sensu!!!! :))))
 
Biesiado Sąsiedzka - do zobaczenia za rok ;)))

niedziela, 3 września 2017

Znowu o miłości :)

Witajcie!
 
Dzisiaj znowu wrócimy na chwilę do tematu miłości :)
No nic na to nie poradzę, że ostatnio wpadają mi w ręce takie piękne sentencje, że grzechem było ich nie wykorzystać, przy okazji dalej wprawiając się w decoupage.
 
Dzisiejsze serducho jest wyjątkowe - pewnie za sprawą zdjęcia, którego użyłam. Najpierw był cytat, który po prostu MUSIAŁAM wykorzystać, a gdy zaczęłam szukać odpowiedniej grafiki... ta jedna, jedyna - pasowała idealnie!!!
 
 
To wielkie, silne drzewo o zachodzie słońca, a pod nim skromna ławeczka, na której można usiąść i pomarzyć. Albo chociaż w ciszy popatrzeć, jak słońce żegna się z dniem i oblewa świat ciepłym, złotym blaskiem... Magia...
 
A cytat z H. Sienkiewicza jest bezcenny...  I taki prawdziwy... Że też wcześniej się na niego nie natknęłam...
 
 
A ze spraw czysto technicznych - "zdradziłam" mój ukochany szablon z ornamentami na rzecz wypróbowania innego, kwiatowego. I wiecie co? WOW, znowu się zakochałam ;)
Do szablonu użyłam tradycyjnie szpachlówki, więc jest efekt 3D.
Do tego satynowa wstążka i tym razem srebrny koralik.
 
 
Na drugiej stronie, ponieważ wydawała mi się "łysa", brzegi serduszka wykończyłam delikatną bawełnianą koronką.
 
 
A tu jeszcze serduszko w plenerze - ulubione polno-łąkowe klimaty, choć przed blokiem ;)
 
 
Dziękuję Wam za odwiedziny i za każde pozostawione słowo - motywujecie mnie do dalszego działania :)
 

piątek, 25 sierpnia 2017

Anioły są wśród nas!!!

Witajcie!
 
Wierzycie w Anioły? Ja wierzę - zawsze wierzyłam! Wierzę, że mój Anioł Stróż jest tam gdzieś do góry i czuwa nade mną i stawia na mojej drodze wspaniałych ludzi, których nie można nie kochać i którzy kochają mnie :) I przyznam, że ostatnio mój Anioł chyba wyrabiał cały ogrom nadgodzin, bo odwalił kawał dobrej roboty i jestem Mu za to dozgonnie wdzięczna :)))
 
Odkąd na blogu Ani Krućko zobaczyłam kurs na wspaniałego anioła (TU), wiedziałam, że muszę go wykonać. Zajęło mi to całe długie 4 lata ;) ale w końcu jest!!! Zgodnie z zasadą, że "co się odwlecze, to nie uciecze" - jak to w życiu bywa. Trzeba tylko być cierpliwym i czekać na odpowiedni moment, a dobre rzeczy same przychodzą :))) Czasem (a może nie tylko czasem) zsyłane są przez nasze Anioły :)
 
 
Sesja zdjęciowa tym razem "wyjściowa", improwizowana :) Anioła wzięłam ze sobą na rodzinny spacer i zatrzymywałam się tam, gdzie warto było zrobić zdjęcia. Nie mogłam nie zrobić fotek z przepięknym zabytkowym drewnianym  kościółkiem pw. św. Marii Magdaleny w moim rodzinnym Krotoszynie.
 
 
Dlaczego mój Anioł, a właściwie Anielica nie ma twarzy? Słyszałam to pytanie już kilka razy, choć niewiele osób ją widziało. Nie dałam jej twarzy, bo może mieć każdą twarz, jaka tylko mi się akurat zamarzy, mogę ją sobie wyobrazić...
Poza tym malowanie twarzy nigdy nie było moim "konikiem", więc też nie chciałam mojej Anielicy zepsuć...
 
 
Anielica to oczywiście twór 3D - kompozycja przestrzenna
 
 
Widzicie tę burzę kasztanowych włosów? To mój wymarzony kolor włosów, ale skoro moje są zbyt oporne, żeby złapać taki kolor, to dostała je moja pierwsza Anielica (bo na pewno nie ostatnia).
 
 
 
Anielica dostała pod opiekę czerwono-złote serce (tak, tak - miłość musi być!) z wytłaczanymi ornamentami. 
Serduszko oczywiście też wykonane własnoręcznie z masy lekkiej z KIKa. Malowane farbami akrylowymi.
 
 
Najtrudniej było przymocować włosy... :/  Oooooojjjj, dały mi się we znaki. Już nawet nie mówię o palcach poparzonych klejem na gorąco, bo przy dociskaniu wypływał między włosami i... bolało ;) Żeby zamaskować linię przyklejania włosów, Anielica dostała opaskę. Co prawda nie udało się kupić takiej ozdobnej przypaćkałam" srebrną przy pomocy złotej farby - żeby bardziej pasowało.
 
 
Jak już wspomniałam, Anielica dostała ode mnie złotą sukienkę, ale myślę, że kolejna będzie srebrna - znacznie bardziej wolę srebro, ale w tym wypadku złoto trochę bardziej pasowało mi do tych kasztanowych włosów :)
 
 
Moja Anielica nie jest doskonała - jak ja ;)  Ma swoje kompleksy, ale jest piękna na swój sposób :) Dla mnie jest wyjątkowa, tak jak ja mogę być wyjątkowa dla kogoś innego - i wierzę w to :)
 To moje pierwsze podejście do tematu tego typu prac, dlatego traktuję ją jako "egzemplarz próbny", taki ćwiczebny. Teraz już wiem, na co muszę zwrócić uwagę następnym razem. A Anielica próbna zostanie najpewniej ze mną :)
 
 
Dziękuję Wam za odwiedziny i dziękuję mojemu prywatnemu Aniołowi, który sprawia, że w życiu świeci słońce :)
 
A na koniec sentencja - jedna z moich ulubionych, taka prawdziwa...
 
 
 

niedziela, 20 sierpnia 2017

Kuchenne rewolucje ;)

Witajcie!
 
Spieszę pokazać Wam coś innego tym razem - odpocznijmy trochę od miłości, bo jeszcze nas zemdli ;)
 
Niedawno, gdy moja babcia się przeprowadzała, obdarowała mnie kilkoma rzeczami, w tym zestawem drewnianych łyżek kuchennych w pojemniku. Stwierdziła, że może  mi się przyda :)
No i przydało się!!! :)  Od razu miałam "wizję", w jaki sposób mi się przyda ;))) I od razu też wiedziałam, że w ruch pójdą folkowe wzory serwetek, których mam nawet całkiem sporo, a jakoś nie było okazji ich użyć ;)
 
Bez zbędnego lania wody - przybornik kuchenny po rewolucji ;)
 
 
W sumie najwięcej "zabawy było z samym pojemnikiem na łyżki - nie dość, że wzór znajduje się i z przodu i z tyłu pojemniczka, to jeszcze pokusiło mnie, żeby przykleić małe co-nieco od środka... Raaaaanyyy, ależ sobie wymyśliłam!!! Jak tu porządnie przykleić serwetkę, gdy długi pędzel absolutnie nie mieści się tam, gdzie normalnie prowadziłyby ruchy przy przyklejaniu motywu.
Perfekcyjnie nie jest, ale jakoś się udało ;)
 
 
 
Łyżki w komplecie są 4 - każda została zaopatrzona w nieco inny układ motywów (niestety, cały motyw nigdzie się nie mieścił, więc musiałam go rozcinać na pojedyncze kwiatki czasem i przyklejać, tworząc coraz to inną kompozycję.
 
 
Niestety, tylko 3 z 4 łyżek mają dziurkę na końcu :( Najmniejsza łycha nie dała się przywiązać ;)  )
 
 
Z tylnej strony postawiłam na postarzające przecierki...
 
 
...z przodu zresztą też ich nie zabrakło ;)
 
 
Jejku, dziewczyny (i chłopaki - jeśli tu zaglądają) - czy Wy macie jakiś pomysł na spowolnienie czasu???? Bo nie wyrabiam na zakrętach ;)
Właśnie dziś spojrzałam na listę prac, które są już skończone  czekają na publikację - tak, tak, starość nie radość i trzeba robić listy, bo GUBIĘ SIĘ ;) Na liście kilka pozycji. A potem odwracam się i widzę, że 3 kolejne prace skończone i czekają na sfotografowanie i publikację dla świata... :)
No więc trzeba zacisnąć zęby i brać się do roboty, choć czasu mało!!!
(Przyznam się Wam, że po epizodzie w zeszłym tygodniu  dwóch nocy pod rząd z 4 godzinami snu, stwierdziłam, że jednak przeginam ;))) )
Ale wiem, że Wy mnie zrozumiecie ;)
 
Dziękuję Wam za odwiedziny i każde pozostawione słowo. Przepraszam, że tak rzadko do Was zaglądam :(
Miłej niedzieli życzę, bo właśnie nadeszła ;)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Powrót do przeszłości

Witajcie wakacyjnie!

"Moje małe pasje" są właśnie na wakacyjnym wyjeździe, ale jak widać nie da się wytrzymać bez choćby myślenia o moich pasjach ;)

Dziś będzie ultra krótko.
Przede wszystkim dlatego, że jestem w posiadaniu tylko jednego zdjęcia, którego nawet nie jestem autorką, a poza tym praca wcale nie powstała ostatnimi czasy :)

Otóż praca, którą Wam dziś pokażę, została wykonana 10 lat temu, gdy byłam przykuta do łóżka po operacji kolana. Szczerze powiem, że nawet o tym zapomniałam, ale na szczęście osoba obdarowana mi przypomniała i nawet przesłała zdjęcie (A. - dziękuję jeszcze raz). Stąd mogę dziś zamieścić tego posta :)

Haft krzyżykowy herbu Lecha Poznań - robiony bez schematu!!!! Obraz dla wyjątkowego fana tej drużyny. Podobno do teraz wisi w widocznym miejscu (aż miło)!!!


piątek, 4 sierpnia 2017

Prawdziwa miłość :)

Witajcie!
 
Pierwszy post w tym miesiącu, ale już ostrzegam, że będzie ich więcej ;)
Okazuje się, że do grona czytających mojego bloga dołączyła nowa osoba i chyba została fanem, bo upomina się o kolejne prace ;) Tak, tak - są i prace gotowe i takie, które będą gotowe niedługo. Z racji tego, że czas mam ograniczony, będę publikować pojedynczo, żeby jeszcze zdążyć się trochę zdrzemnąć ;)
 
Miałam dylemat, czy na weekend wrzucić Wam coś innego czy kolejne serduszko.
Ale sentencja na najnowszym sercu jest tak piękna, że padło na nie!
 
 
Serduszko jest dość spore - ma 20 cm długości. Motyw z serwetki oczywiście nie pasował na całe serduszko, więc musiałam je jakoś wtopić w tło - domalowałam szare, cieniowane boki. Do tego idealnie pasowały moje ukochane reliefy z szablonu.
 
 
 
Na odwrocie jedne z najpiękniejszych słów o miłości. Gdy przeczytałam je pierwszy raz, po pierwszym zdaniu uznałam je za bardzo smutne: "...miłość nie ma szczęśliwego zakończenia...", ale zaraz potem jak gromem uderzyła mnie część dalsza. To prawda - nie ma happy endu coś, co nigdy się nie kończy!!!
Kto kochał prawdziwie, wie, że tak jest i ta prawdziwa miłość jest jedna jedyna, największa na świecie i nigdy nie umiera, choćby cały świat próbował ją zniszczyć...
 
 
Sentencja została przetransferowana na medium na białe tło, a do tego dołożyłam te same reliefy, co na stronie z serwetką.
 
 
Pierwszy raz barwiłam  szpachlówką - z pewną dozą niepewności, ale efekt bardzo mi się podoba.
 
 
Miłość wisi w powietrzu i mnóstwo jej w tej pracy. Jest tu nie tylko moje serce (wkładam je zresztą w każdą moją pracę), ale też inne miłości - szablonowe reliefy 3D  ze szpachlówki...
 
 
... i motyw z serwetki, który najzwyczajniej w świecie kocham. Mam kilka takich wzorów serwetek vintage z dziećmi i zawsze mam dylemat, którą wybrać :) Myślę, że tym razem lepiej wybrać nie mogłam :)
 
 
A tu jeszcze królowe drugiego planu dzisiaj - zjawiskowe lilie w ogrodzie mojej cioci (mój ulubiony plener!). Te kwiaty są po prostu tak piękne, że mogłabym na nie patrzeć godzinami.
Dopiero obrabiając zdjęcia przed publikacją zdałam sobie sprawę, że to właśnie lilię wybrałam do umieszczenia na mojej łopatce kilka lat temu :)
 
 
 
Dochodzi północ... Oczy same mi się zamykają...
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca posta, szczególnie nowym gościom i fanom ;) i zapraszam do zostawienia śladu po sobie w postaci komentarza - pozytywny czy krytyczny - każdy przyjmę z wdzięcznością :)
 
Pozdrawiam i życzę Wam miłego weekendu!

czwartek, 27 lipca 2017

Sercowe sprawy ;)

Witajcie!
 
Nie macie mnie jeszcze dość? ;) Bo to już absolutny rekord - czwarty raz w tym miesiącu!!!
 
Dziś trochę ten post jest wymuszony przez okoliczności - mam przymusową absencję od robótek. Dlaczego? W sobotę zadarłąm skórkę przy paznokciu, tak trochę ze stresu, ale oczywiście były inne sprawy, którymi można było się przejmować bardziej, więc zignorowałam (nie pierwsza zadarta skórka w życiu!). A że u mnie ostatnio ostra faza weny twórczej, to i kilka prac "rozgrzebanych: na różnych etapach, różnymi preparatami... No i oczywiście Asiunia nie uważała, a teraz jej się paluszek "pypra"... :( Więc domowe sposoby poszły w ruch - płukanie w szarym mydle, maść z antybiotykiem i wstrzemięźliwość od brudzenia sobie łapek ;) Jak to nie pomoże, to w najlepszym wypadku czeka mnie pewnie antybiotyk, a w najgorszym chirurg... Ale najgorszego scenariusza nawet nie biorę pod uwagę - prędzej sama to sobie wyczyszczę ;)))
Bóg jednak pokarał za głupie pomysły...
 
No ale do brzegu, jak to mówi klasyk ;)
 
Dziś na tapecie ostatnie serduszka - ostrzegałam wcześniej, że będą :)
Pierwsze nie ma w sobie raczej nic z decoupage, ale jest efektem mojej kolejnej miłości :)
Zresztą i o miłości traktuje. A propos - znacie to uczucie unoszenia się 5 cm nad ziemią i motyli w brzuchu? ;)))
 
 
Serduszko 20 cm pomalowane na niebiański błękit, cieniowany - w centralnym punkcie kolorem wyjściowym jest biały.  Satynowa wstążka z dwoma koralikami w moim ulubionym kolorze :)
 
 
Na drugiej stronie przetarcia białe (niewidoczne dla aparatu) oraz delikatny biały stempelek "Handmade"
 
 
Pomysł na to serduszko zrodził się spontanicznie. Jakiś czas temu zakupiłam kilka silikonowych foremek do odlewów, do tego masę lekką z KIKa. Trzeba było wypróbować te nowe "zdobycze". Na pierwszy ogień poszły skrzydła, bo foremka dość płytka i nieskomplikowana, więc do masy nadawała się idealnie.  Napis przyszedł do głowy jakby sam... :)
 
 
No i ... zakochałam się!!! Zakochałam się po same uszy a tej foremce i skrzydełkach :)))
Żeby całość można czyścić, "przeleciałam" skrzydełka raz lakierem.  Serce samo w sobie ma tyle warstw lakieru, że nawet przestałam liczyć - koniecznie chciałam, żeby transferowy napis wtopił się w tło.
 
 
 
Drugie serduszko to typowy decoupage. Żadnych rewelacji, żadnych nowości...
Serduszko 13 cm. Kwiatki z serwetki, napis z szablonu, "pacnięte" na różowo brzegi (za różem absolutnie nie przepadam, ale co zrobić, gdy pasował do całości), satynowa wstążka i koraliki.
 
 
Druga strona to też czysta prostota - motyw kwiatowy pasujący do elementów z pierwszej strony.
W sumie to ta byłą pierwsza, a resztki serwetki wylądowały na odwrocie ;)
 
 
Przygoda z szablonem absolutnie nie przebiegła bez zakłóceń - za pierwszym razem wyszedł taki "pasztet", że musiałam zamalować i zrobić na nowo. Za drugim razem też nie wyszło idealnie, ale udało się trochę podmalować i jest... hmmm, do zaakceptowania ;)
 
 
Koraliki takie jak w niebiańskim serduszku, tyle że różowe. Swoją drogą przeciągnąć wstążkę przez ten mniejszy koralik to też była przygoda ;)
 
 
A tym, którzy dotrwali do końca, przyznam się do czegoś. Mówiłam, że miałam się nie tykać robótek, ale... pomalowane wczoraj pudełko tak na mnie patrzyło... Musiałam!!! Ale tylko klej na wieczko do klejenia "na żelazko", przysięgam :) Udało się nie zabrudzić palca - w końcu to tylko klej i do tego nakładany pędzlem.
Wiecie, to chyba naprawdę jest już nałóg ;))) Dziewczyny, to się leczy??? ;))
 
Pozdrawiam pozostałe uzależnione koleżanki ;) i dziękuję za odwiedziny!!!
Wrócę niedługo, bo kilka prac już na finiszu, ale to dopiero w sierpniu, żeby nie przeginać (choć pewnie zdążyłabym jeszcze w tym miesiącu ;) )