Witaj miły Gościu! Bardzo się cieszę, ze odwiedzasz mojego skromnego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Proszę podpisz się lub nawet zostaw adres e-mail do siebie :) Miłego oglądania!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Kuchenne rewolucje ;)

Witajcie!
 
Spieszę pokazać Wam coś innego tym razem - odpocznijmy trochę od miłości, bo jeszcze nas zemdli ;)
 
Niedawno, gdy moja babcia się przeprowadzała, obdarowała mnie kilkoma rzeczami, w tym zestawem drewnianych łyżek kuchennych w pojemniku. Stwierdziła, że może  mi się przyda :)
No i przydało się!!! :)  Od razu miałam "wizję", w jaki sposób mi się przyda ;))) I od razu też wiedziałam, że w ruch pójdą folkowe wzory serwetek, których mam nawet całkiem sporo, a jakoś nie było okazji ich użyć ;)
 
Bez zbędnego lania wody - przybornik kuchenny po rewolucji ;)
 
 
W sumie najwięcej "zabawy było z samym pojemnikiem na łyżki - nie dość, że wzór znajduje się i z przodu i z tyłu pojemniczka, to jeszcze pokusiło mnie, żeby przykleić małe co-nieco od środka... Raaaaanyyy, ależ sobie wymyśliłam!!! Jak tu porządnie przykleić serwetkę, gdy długi pędzel absolutnie nie mieści się tam, gdzie normalnie prowadziłyby ruchy przy przyklejaniu motywu.
Perfekcyjnie nie jest, ale jakoś się udało ;)
 
 
 
Łyżki w komplecie są 4 - każda została zaopatrzona w nieco inny układ motywów (niestety, cały motyw nigdzie się nie mieścił, więc musiałam go rozcinać na pojedyncze kwiatki czasem i przyklejać, tworząc coraz to inną kompozycję.
 
 
Niestety, tylko 3 z 4 łyżek mają dziurkę na końcu :( Najmniejsza łycha nie dała się przywiązać ;)  )
 
 
Z tylnej strony postawiłam na postarzające przecierki...
 
 
...z przodu zresztą też ich nie zabrakło ;)
 
 
Jejku, dziewczyny (i chłopaki - jeśli tu zaglądają) - czy Wy macie jakiś pomysł na spowolnienie czasu???? Bo nie wyrabiam na zakrętach ;)
Właśnie dziś spojrzałam na listę prac, które są już skończone  czekają na publikację - tak, tak, starość nie radość i trzeba robić listy, bo GUBIĘ SIĘ ;) Na liście kilka pozycji. A potem odwracam się i widzę, że 3 kolejne prace skończone i czekają na sfotografowanie i publikację dla świata... :)
No więc trzeba zacisnąć zęby i brać się do roboty, choć czasu mało!!!
(Przyznam się Wam, że po epizodzie w zeszłym tygodniu  dwóch nocy pod rząd z 4 godzinami snu, stwierdziłam, że jednak przeginam ;))) )
Ale wiem, że Wy mnie zrozumiecie ;)
 
Dziękuję Wam za odwiedziny i każde pozostawione słowo. Przepraszam, że tak rzadko do Was zaglądam :(
Miłej niedzieli życzę, bo właśnie nadeszła ;)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Powrót do przeszłości

Witajcie wakacyjnie!

"Moje małe pasje" są właśnie na wakacyjnym wyjeździe, ale jak widać nie da się wytrzymać bez choćby myślenia o moich pasjach ;)

Dziś będzie ultra krótko.
Przede wszystkim dlatego, że jestem w posiadaniu tylko jednego zdjęcia, którego nawet nie jestem autorką, a poza tym praca wcale nie powstała ostatnimi czasy :)

Otóż praca, którą Wam dziś pokażę, została wykonana 10 lat temu, gdy byłam przykuta do łóżka po operacji kolana. Szczerze powiem, że nawet o tym zapomniałam, ale na szczęście osoba obdarowana mi przypomniała i nawet przesłała zdjęcie (A. - dziękuję jeszcze raz). Stąd mogę dziś zamieścić tego posta :)

Haft krzyżykowy herbu Lecha Poznań - robiony bez schematu!!!! Obraz dla wyjątkowego fana tej drużyny. Podobno do teraz wisi w widocznym miejscu (aż miło)!!!


piątek, 4 sierpnia 2017

Prawdziwa miłość :)

Witajcie!
 
Pierwszy post w tym miesiącu, ale już ostrzegam, że będzie ich więcej ;)
Okazuje się, że do grona czytających mojego bloga dołączyła nowa osoba i chyba została fanem, bo upomina się o kolejne prace ;) Tak, tak - są i prace gotowe i takie, które będą gotowe niedługo. Z racji tego, że czas mam ograniczony, będę publikować pojedynczo, żeby jeszcze zdążyć się trochę zdrzemnąć ;)
 
Miałam dylemat, czy na weekend wrzucić Wam coś innego czy kolejne serduszko.
Ale sentencja na najnowszym sercu jest tak piękna, że padło na nie!
 
 
Serduszko jest dość spore - ma 20 cm długości. Motyw z serwetki oczywiście nie pasował na całe serduszko, więc musiałam je jakoś wtopić w tło - domalowałam szare, cieniowane boki. Do tego idealnie pasowały moje ukochane reliefy z szablonu.
 
 
 
Na odwrocie jedne z najpiękniejszych słów o miłości. Gdy przeczytałam je pierwszy raz, po pierwszym zdaniu uznałam je za bardzo smutne: "...miłość nie ma szczęśliwego zakończenia...", ale zaraz potem jak gromem uderzyła mnie część dalsza. To prawda - nie ma happy endu coś, co nigdy się nie kończy!!!
Kto kochał prawdziwie, wie, że tak jest i ta prawdziwa miłość jest jedna jedyna, największa na świecie i nigdy nie umiera, choćby cały świat próbował ją zniszczyć...
 
 
Sentencja została przetransferowana na medium na białe tło, a do tego dołożyłam te same reliefy, co na stronie z serwetką.
 
 
Pierwszy raz barwiłam  szpachlówką - z pewną dozą niepewności, ale efekt bardzo mi się podoba.
 
 
Miłość wisi w powietrzu i mnóstwo jej w tej pracy. Jest tu nie tylko moje serce (wkładam je zresztą w każdą moją pracę), ale też inne miłości - szablonowe reliefy 3D  ze szpachlówki...
 
 
... i motyw z serwetki, który najzwyczajniej w świecie kocham. Mam kilka takich wzorów serwetek vintage z dziećmi i zawsze mam dylemat, którą wybrać :) Myślę, że tym razem lepiej wybrać nie mogłam :)
 
 
A tu jeszcze królowe drugiego planu dzisiaj - zjawiskowe lilie w ogrodzie mojej cioci (mój ulubiony plener!). Te kwiaty są po prostu tak piękne, że mogłabym na nie patrzeć godzinami.
Dopiero obrabiając zdjęcia przed publikacją zdałam sobie sprawę, że to właśnie lilię wybrałam do umieszczenia na mojej łopatce kilka lat temu :)
 
 
 
Dochodzi północ... Oczy same mi się zamykają...
Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca posta, szczególnie nowym gościom i fanom ;) i zapraszam do zostawienia śladu po sobie w postaci komentarza - pozytywny czy krytyczny - każdy przyjmę z wdzięcznością :)
 
Pozdrawiam i życzę Wam miłego weekendu!

czwartek, 27 lipca 2017

Sercowe sprawy ;)

Witajcie!
 
Nie macie mnie jeszcze dość? ;) Bo to już absolutny rekord - czwarty raz w tym miesiącu!!!
 
Dziś trochę ten post jest wymuszony przez okoliczności - mam przymusową absencję od robótek. Dlaczego? W sobotę zadarłąm skórkę przy paznokciu, tak trochę ze stresu, ale oczywiście były inne sprawy, którymi można było się przejmować bardziej, więc zignorowałam (nie pierwsza zadarta skórka w życiu!). A że u mnie ostatnio ostra faza weny twórczej, to i kilka prac "rozgrzebanych: na różnych etapach, różnymi preparatami... No i oczywiście Asiunia nie uważała, a teraz jej się paluszek "pypra"... :( Więc domowe sposoby poszły w ruch - płukanie w szarym mydle, maść z antybiotykiem i wstrzemięźliwość od brudzenia sobie łapek ;) Jak to nie pomoże, to w najlepszym wypadku czeka mnie pewnie antybiotyk, a w najgorszym chirurg... Ale najgorszego scenariusza nawet nie biorę pod uwagę - prędzej sama to sobie wyczyszczę ;)))
Bóg jednak pokarał za głupie pomysły...
 
No ale do brzegu, jak to mówi klasyk ;)
 
Dziś na tapecie ostatnie serduszka - ostrzegałam wcześniej, że będą :)
Pierwsze nie ma w sobie raczej nic z decoupage, ale jest efektem mojej kolejnej miłości :)
Zresztą i o miłości traktuje. A propos - znacie to uczucie unoszenia się 5 cm nad ziemią i motyli w brzuchu? ;)))
 
 
Serduszko 20 cm pomalowane na niebiański błękit, cieniowany - w centralnym punkcie kolorem wyjściowym jest biały.  Satynowa wstążka z dwoma koralikami w moim ulubionym kolorze :)
 
 
Na drugiej stronie przetarcia białe (niewidoczne dla aparatu) oraz delikatny biały stempelek "Handmade"
 
 
Pomysł na to serduszko zrodził się spontanicznie. Jakiś czas temu zakupiłam kilka silikonowych foremek do odlewów, do tego masę lekką z KIKa. Trzeba było wypróbować te nowe "zdobycze". Na pierwszy ogień poszły skrzydła, bo foremka dość płytka i nieskomplikowana, więc do masy nadawała się idealnie.  Napis przyszedł do głowy jakby sam... :)
 
 
No i ... zakochałam się!!! Zakochałam się po same uszy a tej foremce i skrzydełkach :)))
Żeby całość można czyścić, "przeleciałam" skrzydełka raz lakierem.  Serce samo w sobie ma tyle warstw lakieru, że nawet przestałam liczyć - koniecznie chciałam, żeby transferowy napis wtopił się w tło.
 
 
 
Drugie serduszko to typowy decoupage. Żadnych rewelacji, żadnych nowości...
Serduszko 13 cm. Kwiatki z serwetki, napis z szablonu, "pacnięte" na różowo brzegi (za różem absolutnie nie przepadam, ale co zrobić, gdy pasował do całości), satynowa wstążka i koraliki.
 
 
Druga strona to też czysta prostota - motyw kwiatowy pasujący do elementów z pierwszej strony.
W sumie to ta byłą pierwsza, a resztki serwetki wylądowały na odwrocie ;)
 
 
Przygoda z szablonem absolutnie nie przebiegła bez zakłóceń - za pierwszym razem wyszedł taki "pasztet", że musiałam zamalować i zrobić na nowo. Za drugim razem też nie wyszło idealnie, ale udało się trochę podmalować i jest... hmmm, do zaakceptowania ;)
 
 
Koraliki takie jak w niebiańskim serduszku, tyle że różowe. Swoją drogą przeciągnąć wstążkę przez ten mniejszy koralik to też była przygoda ;)
 
 
A tym, którzy dotrwali do końca, przyznam się do czegoś. Mówiłam, że miałam się nie tykać robótek, ale... pomalowane wczoraj pudełko tak na mnie patrzyło... Musiałam!!! Ale tylko klej na wieczko do klejenia "na żelazko", przysięgam :) Udało się nie zabrudzić palca - w końcu to tylko klej i do tego nakładany pędzlem.
Wiecie, to chyba naprawdę jest już nałóg ;))) Dziewczyny, to się leczy??? ;))
 
Pozdrawiam pozostałe uzależnione koleżanki ;) i dziękuję za odwiedziny!!!
Wrócę niedługo, bo kilka prac już na finiszu, ale to dopiero w sierpniu, żeby nie przeginać (choć pewnie zdążyłabym jeszcze w tym miesiącu ;) )

piątek, 21 lipca 2017

Serduszko ślubne

Ho! Ho! Ho!

I to nie o Boże Narodzenie się rozchodzi, a o fakt, że wpadam tu już trzeci raz w tym miesiącu ;)))

Pora późna, więc za dużo "gadania" nie będzie.
Zostałam poproszona o wykonanie serduszka decu jako niezobowiązujący podarunek na ślub - taki dodatek do telegramu :) Serwetkę miałam idealną na tę okazję, więc dylematu nie było tym razem. Sentencję wybrały panie zamawiające, ale i mnie się ona baaaardzo podoba :)
 
 

Tak więc - serwetka od samego początku, gdy trafiła w moje ręce, zawojowała moje serce i od razu obmyślałam, gdzie by jej użyć :)  Jak tylko nadarzyła się okazja - szybciutko po nią sięgnęłam!!!

 
Serwetka nie zakryła dokładnie całego serca (serce 20 cm), wiec obrzeża pomalowałam farbą akrylowa, trochę cieniowaną. Było ładniej, ale czegoś mi brakowało. Gdy położyłam pierwsze szablonowe reliefy ze szpachlówki, od razu wiedziałam - TO JEST TO!!! :)))
 

 
Te same reliefy znalazły się i na stronie z serwetką, i na stronie z cytatem. Ta druga najzwyczajniej w świecie skradła moje serce. W sumie to przy sentencji zaczęłam bawić się szpachlówką i się zakochałam :) Idealnie wpasowała mi się w charakter podarunku - białe, delikatne, dodające uroku.
Cytat przetransferowany na medium transferowe.
 
Satynowa wstążka do zawieszenia serduszka, dwa drewniane koraliki, przemalowane na ten sam kolor, co serce - i gotowe!
 
 
Serduszko zostało opakowane w celofan, wykończone białą kokardą i poleciało do osób zamawiających, które były zachwycone :)
 
 
I tu jeszcze jedno zdjęcie z pleneru - idealne połączenie - serce, miłość i róże :)
 
 
A swoją drogą zastanawiam się, dlaczego to róże kojarzą się z miłością... Fakt, są ładne, ale mają kolce, mogą ranić, jeśli jesteś nieuważny. Co innego polne kwiaty - wolne, delikatne, urzekające... Potrafią zawrócić w głowie feerią barw i zapachów - zupełnie jak miłość :))) Bo miłość nie jest jednokolorowa, jak czerwone róże - ma wiele twarzy i odmian...
 
Pozdrawiam wszystkich, którzy znają kolory miłości i potrafią się jej oddać bez reszty :)
I dziękuję za odwiedziny!!!
 
 
 

środa, 12 lipca 2017

Home Sweet Home

Witam ponownie :)

Ostrzegałam, że będę tu teraz częściej :) 
Ostatkiem sił dzisiaj chciałam Wam przedstawić dwie słodziaśne deseczki z cyklu "Home Sweet Home" - każda w nieco innym klimacie, ale myślę, że obie coś w sobie mają.


Przy różowej niestety zdjęcia nie oddają jej prawdziwego koloru... 
Posłużyłam się dwoma szablonami - jeden do napisu, drugi do zawijasków. W ruch poszła szpachla do drewna, więc dekoracje dostały efekt 3D. Dodatkowo, żeby podkreślić białą pastę, podcieniowałam trochę i sam napis i ornamenty - chyba dodało im to trochę "głębi" i uwydatniło.


 Deseczka z babeczką została dość mocno postarzona przecierkami na brązowej farbie. Tu już bardziej z tradycyjnego decoupage pojawił się motyw z serwetki w postaci babeczki i malinek. Napis wykonany przy pomocy tego samego szablonu, co przy różowej deseczce, tylko inna wersja (szablon duży i piękny, kupiony w sklepie Inspirello TU). 


 Babeczkowa deseczka dostała jeszcze bawełniany sznureczek, który przy różowej wydał mi się już zbędny - same ornamenty są dość dekoracyjne same w sobie.


Na odwrocie obu pojawił się mój ulubiony szablonik-stempelek Handmade :)
Tu widać, jak mocno postarzana jest brązowa deseczka. Różowa też ma przetarcia, ale białe i za nic w świecie nie chciały dobrze wyjść na zdjęciach ;)
 


Babeczka i malinki zostały potraktowane lakierem żelowym, żeby je trochę uwypuklić. Przy tych pracach to był mój element "pierwszego razu" ;) i muszę Wam powiedzieć, że efekt mi się podoba. Oczywiście w aparacie ciężko to uchwycić, ale może coś widać...
 

Pochwalę Wam się jeszcze, jakie etykietki sobie stworzyłam do moich prac. Po raz pierwszy zdecydowałam się umieścić na nich pełne nazwisko, a nie pseudonim czy tylko nazwę bloga. A co - nie wstydzę się swojej miłości i pasji :)))
 

A propos miłości - już niedługo będzie tu "najazd" serduszek, więc zapraszam do odwiedzin.
Dziękuję wszystkim, którzy jeszcze tu zaglądają i za każde pozostawione słowo - dodajecie skrzydeł :)

sobota, 8 lipca 2017

Filiżanka XXL na 65. urodziny

Witajcie!
Znacie to uczucie, gdy rozpiera Was energia, w serduchu jest tyle emocji, że aż nie wiadomo, za co zabrać się najpierw, żeby dać upust tej energii? Tak właśnie mam, więc w najbliższym czasie powstanie całe mnóstwo prac :)
Dziś pokażę Wam kolejną sporą filiżankę. W poniedziałek dotarła już do zamawiającej, Pani Beatka jest zadowolona, więc z czystym sumieniem mogę się z Wami podzielić zdjęciami.
Pani Beata zobaczyła moją ostatnią filiżankę (TU) i zamówiła podobną na urodziny swojej mamy :) Tym razem jednak były to 65. urodziny, a nie 80 ;) Zamówienie było konkretne - czerwone róże z kremową liczbą. Wspaniale - uwielbiam robić te róże w czerwieni!!! (osobiście w tym kolorze podobają mi się najbardziej).
Lubię wiosnę i lato, bo przynajmniej mogę porobić zdjęcia w plenerze :) Znacznie bardziej mi się to podoba.
Udało mi się znowu pamiętać o spisaniu wymiarów. Muszę się Wam przyznać, że każda kolejna fliżanka wychodzi mi coraz większa (ta to już chyba XXXL). Nigdy nie wiem do końca, jak duża mi wyjdzie, bo wyplatam bez żadnego szablonu, tak "na oko". Po prostu nie lubię pleść na misce czy innych przedmiotach - nie idzie mi to.
Najnowsza filiżanka w obwodzie ma 84 cm, ma średnicę 30 cm i 21 cm wysokości - olbrzym :)
Zrobiłam 102 różyczki - 77 czerwonych i 25 kremowych.
Różyczki w większości były większe niż te ostatnio
.
Tym razem zrezygnowałam z satynowej wstążki do wykonania kokardy na rzecz szyfonowej... Efekt fajny, ale...
 ...przypłaciłam to poparzonymi palcami. Tzn. poparzone palce mam zawsze, ale tym razem wyjątkowo mocno - na kilka dobrych dni miałam dość robótkowania - z poparzonymi opuszkami to jednak trochę boli ;)
Najważniejsze jednak, że Pani Beatka była zadowolona :)
Przyznam się Wam, że ostatnio mam taki zwariowany czas, że nawet nie jestem na bieżąco z wyzwaniami, więc filiżanki nie zgłaszam na żadne :)
Życzę Wam miłej niedzieli (bo to już za chwilę) i dziękuję za odwiedziny!