Witaj miły Gościu! Bardzo się cieszę, ze odwiedzasz mojego skromnego bloga. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza. Proszę podpisz się lub nawet zostaw adres e-mail do siebie :) Miłego oglądania!

środa, 30 września 2015

Koszyczki ze wstążką

Witam!

Oj, bardzo długo mnie tu nie było, a to dlatego,  że moje Maleństwo jest naprawdę baaaardzo absorbujące :) Czasami uda mi się zajrzeć na Wasze blogi, ale nie mam już czasu zostawiać po sobie śladu :( za co bardzo przepraszam.

No cóż, lato minęło, pogoda coraz gorsza, ale przynajmniej upały minęły i można odetchnąć...

Mała zaległość w pokazywaniu Wam moich prac zaraz zostanie nadrobiona.
Koszyczki ze wstążkami powstały jeszcze gdy było nas dwoje ;) a więc miałam znacznie więcej czasu na różne rzeczy, w tym robótki. Stały się prezentem dla mojej fizjoterapeutki, która pracowała ze mną w czasie ciąży i starała się zadbać o moją formę :) 
Tu pewnie jest też dobre miejsce żeby powiedzieć: "Magdo, dziękuję jeszcze raz" :)

A oto koszyczki:


Białe, wylakierowane z zielonkawą (może bardziej pistacjową) wstążką poprzeplataną tu i ówdzie :)
Kolor wstążki dobrany pod wystrój gabinetu.


Pierwszy koszyczek przeznaczony był na magazyny fachowe, które nie miały się trochę gdzie podziać. Nie zmierzyłam wymiarów, ale jest na tyle duży, by pomieścić standardowe kolorowe gazetki :) Dno tekturowe, bo uznałam, że wyplatając z papierowej wikliny może być trudno zachować właściwy kształt.



Drugi koszyczek jest mniejszy, owalny, z jednej strony wyższy. Przeznaczenie też dobrze przemyślane - na ulotki reklamowe gabinetu :)


Wstążka przeciągnięta tylko z przodu. 


Tak wygląda "z profilu" ;)


A tak ze wspomnianą już zawartością :)


Ufff, jakoś udało się ukończyć tego posta. Przyznaję, że pisałam go na trzy raty - tak to się pracuje z moją Królewną ;)

Ukończony jest już nowy hafcik Kaczorka do kaczorkowej rodzinki, ale jeszcze nie mam zdjęć no i oczywiście muszę znaleźć czas na napisanie posta. Wierzę, że wszystkie matki (szczególnie te świeżo upieczone) rozumieją mój brak czasu :)

Pozdrawiam i dziękuję za każde odwiedziny :)

sobota, 25 lipca 2015

Wreszcie moja Metryczka :)

Witajcie!

Moje Maleństwo chwilowo śpi, więc mogę tu zawitać na momencik :)

Pozostaję w temacie dziecięcym :)
Jakiś czas temu, może rok lub dwa, gdy haftowałam kolejną zamówioną metryczkę, mój mąż stwierdził, że wszystkim robię te metryczki, a jak my będziemy mieć Maleństwo, to pewnie zostanie bez takowej.  I wiecie, jak to jest - wdepnął na ambicję ;)


Tak więc jeszcze przed narodzinami Małej postanowiłam przygotować jej metryczkę (dane zawsze można dohaftować później). No i tu powstał dylemat - jaki wzór? Szczerze mówiąc wzór wybrałam nawet z przekonaniem. Miał on być taki:

 (źródło: internet)

Miałam już wydrukowany wzór, pozmieniane nici z podanych na Ariadnę i byłam gotowa do wybrania muliny z mojego przepastnego kuferka. I... no właśnie, straciłam przekonanie.
Kiedyś, gdy jeszcze szukałam wzorów, natknęłam się na słodziaśnego misiaczka. O, takiego:

 (źródło: internet)

I powstał dylemat - który wzór wybrać. Poszłam jednak za głosem serca i pod igłę poszedł  misiaczek :)
Dokonałam jednak małych przeróbek, bo jakoś mi się nie widziało, żeby pranie na sznurze było koloru szarego, a klamerki różowe, więc postanowiłam zamienić kolory. I tak oto powstała metryczka:


I kilka porównań efektów bez i z backstitchami (czyli czarnymi obramowaniami niektórych elementów):
 




A tak wygląda już finalny efekt - powstał, gdy nasz Aniołek pozwolił mamusi odrobinę popracować pewnego pięknego dnia ;)
 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mimo mojej rzadkiej nieobecności, nadal do mnie zaglądają :)
Życzę udanego weekendu


wtorek, 21 lipca 2015

Metryczka na prezent

Witajcie po długiej przerwie!

Niestety ostatnimi czasy nie miałam specjalnie okazji, żeby zamieścić tu jakiegokolwiek posta, choć prac do pokazania mam kilka. A to z prostej przyczyny, że od prawie 4 tygodni mam w domu cudownego Aniołka, który jest dość absorbujący :)

Tak więc wyrywając krótkie chwile, pokażę Wam metryczkę, którą wyhaftowałam dla koleżanki, która urodziła swojego Aniołka ponad 3 miesiące temu. Nie pokazywałam wcześniej, bo dopiero niedawno prezent trafił do adresata.


Tym razem backstitche nie są bardzo widoczne, oprócz niteczki do balonika, więc specjalnej różnicy nie widać. Przyczyną tego jest pewnie to, że linie zostały wyszyte kolorami zbliżonymi do otaczanych elementów,ale i tak pewien efekt jest.
Tak wygląda porównanie całości:


 Króliczek też przestał być jasną plamką na chmurce :)
 

A Misiaczkowi zarysowała się pupcia i trochę kłaczków na uszkach. Czapeczka też dostała lekkie kontury.
 

Misiaczek wydał mi się uroczy, stąd wybór padł na ten akurat wzór (spośród mojej przepastnej kolekcji).


I jeszcze na koniec fotka z efektem przyciemnienia i już zmykam.
 

 Musicie mi wybaczyć, że będę się teraz tu pokazywać niezbyt często. Także na Waszych blogach, póki co, nie zostawiam wielu śladów mojej bytności, bo każda minuta jest na wagę złota,co nie znaczy, że do Was nie zaglądam. 
Dziękuję wszystkim, którzy mimo wszystko do mnie zaglądają i zaglądać będą w przyszłości :)
Życzę udanego tygodnia!!!


czwartek, 18 czerwca 2015

Kaczorek nr 3 i rozwiązanie zagadki

Witajcie!

Pogoda dzisiaj odpuściła trochę z temperaturą i słońcem, więc zaraz zrobiło mi się trochę przyjemniej :) W tym roku ze względu na mój "odmienny stan" preferuję raczej pogodę umiarkowaną ;)

Dzisiaj blogowo wracam do haftu krzyżykowego. Zakończyłam inne pracochłonne  projekty, a że wstaję o nieprzyzwoitych godzinach, to coś robić trzeba... Przypomniałam sobie o kaczorku, którego zaczęłam na naszym tegorocznym wyjeździe w góry i postanowiłam go w końcu skończyć. Wczoraj padły ostatnie backstitche, więc mogę Wam go już pokazać. 
Gdyby ktoś zapomniał poprzednie dwa kaczorki z serii to można je obejrzeć TU i TU.


Kaczorek dołącza do dwóch poprzednich, a ja postanowiłam pokazać Wam różnice, jaką robią backstitche, czyli takie ciemne linie dodane do haftu. Niby takie nic, a zmieniają obrazek totalnie!!!
 



W toku jest już kaczorek nr 4 :)

W maju pokazywałam Wam moje hafty z dwukolorowej serii i pytałam, czy ktoś ma pomysł, co z tego powstanie. Tylko dwie koleżanki zaprezentowały swoje pomysły - Ania i Anielique (warto do nich zajrzeć, bo tworzą piękne prace). Dziękuję, Dziewczyny, chociaż żadna nie zgadła :)
Otóż z hafcików powstały zawieszki do dziecięcego łóżeczka zgodnie z przeczytaną gdzieś radą, że dzieciątka na początku rozróżniają tylko kontrastowe kolory. Dbając więc o rozwój umysłowy naszej przyszłej latorośli powstał taki oto zestaw:


Okazało się, że obszywanie wąziutką satynową wstążką to wcale nie takie łatwe zadanie, szczególnie na narożnikach, więc idealnie nie wyszło. Ale zgodziłyśmy się już chyba, że dla Dzieciątka takie szczegóły znaczenia raczej nie będą mieć ;) Ważne, że zrobione z miłością :)
 

A tak to ma wyglądać w użyciu
 

Hafciki od tyłu są podszyte miłym w dotyku miękkim sztruksem, a w środku wypełnione otuliną. Wszystko to sprawia, że w późniejszym czasie Dzieciątko będzie mogło się bezpiecznie bawić i poznawać zawieszki - różne faktury bądą ciekawe :)


Dziękuję Wam za odwiedziny i zapraszam niedługo na kolejne prezentacje. :)
Życzę miłego nadchodzącego weekendu!

niedziela, 14 czerwca 2015

Duży cytrynowy kosz

Witajcie!

Kolejna praca dotarła do odbiorcy, więc mogę Wam ją pokazać. 
Zamówienie przyjęte trochę ambitnie, bo nie wiedziałam, czy uda mi się dokończyć na czas - zależało to oczywiście od naszego Maleństwa, czy nie będzie mu się spieszyć na ten świat, ale szczęśliwie Maleństwo współpracowało, więc mogłam spokojnie dokończyć pracę :)

Miał to być duży kosz z papierowej wikliny, rozmiarowo taki jak dwa wcześniejsze - mój osobisty  kosz na serwetki oraz wcześniej zamówiony przez tę samą osobę kosz beżowy z różami vintage.
Tym razem jedynym (poza wymiarowym)  wymaganiem było uwzględnienie koloru zielonego. 
I tak oto powstał koszyk:


Stylem bardzo podobny do mojego kosza na serwetki, nawet dolny ornament wybrałam taki sam (bardzo mi się podoba i kolorystycznie pasował do zamówienia). 
 

 Wybrałam prosty  splot na wykończenie, żeby spokojnie mieścił się pod pokrywką. Ma on zresztą w sobie jakiś taki urok prostoty...


Jako ozdoba ścianek posłużyły mi cytrynki - znalazłam uroczą serwetkę, a że kolorystycznie przeważa zieleń, więc nie mogłam się oprzeć.
Takie cytrynki są na dłuższych bokach...
 

... a na krótszych cytrynki bez kwiatków.
 
 

Tym razem na wieczku pojawiła się tektura i zwykły splot ósemkowy. Na elemencie tekturowym również użyłam wzory cytrynek, a ponadto pierwszy rząd splotu pomalowałam na kolor zielonkawy. W sumie na początku myślałam o ozdobieniu góry jakimś ozdobnym sznurkiem, ale uznałam, że byłoby to zbyt dużo "dobrego" w połączeniu ze wstążką i kokardą na wieczku (w moich pracach jestem raczej za skromnością i minimalizmem zamiast przepychem).
 

A tu wspomniana kokarda w kolorze pastelowo zielonym.
 

To by było na tyle dzisiaj. Temperatura (28 stopni) jakoś mi nie sprzyja, więc nie będę się przemęczać ;) 
Dziękuję wszystkim za odwiedziny i przemiłe komentarze pod moimi poprzednimi postami!
Udanej niedzieli życzę :)

piątek, 12 czerwca 2015

Butelka na wino - The Best of...

Witajcie!

Dzisiaj mogę zamieścić prezentację kolejnej pracy. 
Była robiona "na szybko", jako prezent imieninowy, pomyślany prawie w ostatniej chwili. A tak mnie natchnęło ;) Zaczęłam pracę w piątek wieczorem, a w niedzielę już prezent powędrował do solenizanta. Z dobrze poinformowanych źródeł dowiedziałam się, że podarunek się podobał, więc mogę i Wam pokazać.
Zdecydowanym plusem gorącej pogody jest to, że zarówno farba jak i lakier schną prawie od ręki :) To znacznie ułatwia i przyspiesza całą pracę.

No to żeby już nie przedłużać, pokazuję butelkę na wino :)



Zachwyciła mnie już dawno serwetka - taka trochę w klimacie vintage, z przepięknym wzorem winnicowego budynku w sepii. Musiałam tylko pomniejszyć ciemne winogrono, bo nie mieściło mi się na tyle butelki, więc przycięłam kilka kuleczek :)


Górną część butelki postanowiłam pocieniować, żeby serwetkę wtopić w tło. Muszę powiedzieć, że było z tym trochę zabawy - po pierwszym suszeniu nadal nie pasował mi kolorek, tzn. dalej odznaczał się kolor serwetki od butelki. Ale małe poprawki znacznie poprawiły efekt i muszę nieskromnie przyznać, że rezultaty przeszły moje oczekiwania - wyszło niemalże profesjonalnie :) 
 

 Dodatkowo, żeby dodać buteleczce trochę lat, dodałam brązowawe chlapania, szczególnie na zakrętce.


 A żeby spersonalizować butelkę (bo przecież była dla konkretnej osoby, a nie taka "masowa"), zrobiłam zawieszkę z glinki samoutwardzalnej ze stosownym napisem :)  Żeby nie było wątpliwości,  jaki smaczny trunek może znaleźć się w środku. 


Zawieszka,  jak już wspomniałam,  powstała z glinki, pomalowana na stare złoto, a brzegi dodatkowo przyciemnione patyną. Wisi to sobie na bawełnianym sznurku, który można zdjąć z butelki (ułatwi to mycie i nalewanie trunków). 



Przyznam, że jestem niezwykle dumna z tej pracy. Jeśli wszystkie prace "na szybcika" mają mi wychodzić tak dobrze, to chyba muszę wszystkie robić w takim tempie ;)

W związku z moim samozadowoleniem ;) postanowiłam zgłosić buteleczkę na VI wyzwanie u Zuzy w Decu Style pod hasłem "The Best of...".  Tak się składa, że akurat tę butelkę uważam za moje największe osiągnięcie w dziedzinie decoupage.

http://decustyle.blogspot.com/2015/06/wyzwanie-vi-best-of.html



Koniecznie musicie zajrzeć do Zuzy i zobaczyć, jakie cudeńka tworzy :)

Ja tymczasem kończę, bo u nas właśnie zaczyna się burza, a osobiście nie przepadam za tym zjawiskiem atmosferycznym...

Życzę udanego weekendu, który już tuż, tuż... :)

czwartek, 11 czerwca 2015

Szyjątkowy psiak

Witajcie!

Dziękuję Wam za przychylne komentarze pod postem o metkowcach :) Już niedługo okaże się, czy Maleństwu spodobają się tak, jak Wam :)

Dzisiaj kolejne "szyjątko" - tym razem trochę bardziej ambitne i 3D. Znowu z myślą o oczekiwanym nowym członku rodziny :)
Wiem doskonale, że i tak otrzyma wiele prezentów, w tym maskotki i przytulaczki, ale nie mogłam się powstrzymać - kiedyś będę mogła powiedzieć, że tę konkretną zabawkę zrobiła Mamusia :)
Pierwsza próba padła na psiaczka:


W sumie najpierw było samo czyste "szyjątko", ale mąż zażyczył sobie jeszcze oczka i nosek ;)  
No więc wyszyłam czarnym kordonkiem i muszę przyznać, że psina zyskała więcej charakteru.
 

Żeby nie było nudno kolorystycznie wewnętrzna część uszek jest wykonana z innego materiału (oba to kora).
Piesek powinien być ciekawy z punktu widzenia Maleństwa, bo ma kilka interesujących punktów do ciągnięcia i miętolenia - ogonek, uszka i po części łapki.
 

A tak mu patrzy z mordki ;)
 

Gdyby kogoś zainteresowała taka propozycja "szyjątka" to zamieszczam poniżej wykrój (znaleziony w sieci).





Niestety brak instrukcji, ale metodą prób i błędów (najpierw przeszyłam maszyną wszystkie nóżki razem i musiałam pruć) jakoś poszło :)

Dziękuję wszystkim za odwiedziny i życzę miłego oczekiwania na weekend.
U mnie w zapasie jeszcze parę prac do pokazania, ale czekają albo na dostarczenie albo na opinię nowych właścicieli. Na pewno jednak wkrótce je tu zaprezentuję.